Menu

Dzień ojca

Tata. Tata, tatuś, ojciec. Dawca połowy materiału genetycznego. Każdy inny. Ojca ma każdy, tatę niekoniecznie. A i nie każdy tata jest ojcem, co niczego nie umniejsza.

Można mieć takie szczęście jak ja i mieć w swoich rodzicach najlepszych przyjaciół. Można tak jak ja mieć w mamie największe wsparcie i powiernika, a w tacie odkrywcę nowych światów i mobilizację. Misiek i Tygrysek. Mogłabym godzinami opowiadać o tym dlaczego Misiek był najlepszym krytykiem literackim ever, a kawa z Tygryskiem po prostu smakuje lepiej, ale dziś nie o tym.

Gdy przechodziłam fazę “i ty zostaniesz Indianinem”, tata wyciął mi z drewna tomahawk i podrzucił książki o historii plemion. Gdy wsiąkłam w historię, wyciągnął skądś zakurzone tomy Tolkiena i powiedział że fajne, przeczytaj, zobacz jak można podejść do tego kreatywnie. Jak dorwałam “Brudnego Herry’ego”, to dorzucił Ludluma i MacLeana. Lata później wymienialiśmy się kryminałami już regularnie. To tata biolog powiedział, że twórczej natury nie można zabić i pokazał mi swoje wiersze. To tata był moim największym krytykiem literackim, wyłapał wszystkie błędy, ale też zachował wszystkie moje teksty i namawiał do pisania. Tata dał mi mikroskop i pierwszą kartę wędkarską, tata uczył mnie matematyki. Tata poderwał mamę na Beatlesów, mnie z ich twórczości uczono angielskiego. Przyniósł też skądś Franka Kimono na winylu. “Tata, a co to pola monola? I czemu Franek tankuje nocą? Tata, a co to PRL? Opowiedz!” I siadał, opowiadał, bo nikt nie opowiadał tak jak mój tata. To tata puścił mi Zeppelinów i Pink Floydów i powiedział “słuchaj.” To tata przyniósł VHS z Queen na Band Aid i już nigdy muzyka nie brzmiała dla mnie tak samo. To z tatą też pierwszy raz oglądałam Blues Brothers i Die Hard, które zresztą stało się dla nas bardziej świątecznym filmem niż Kevin. Tata odkrył dla mnie Stuhra i Laskowika, Bowiego, Cohena, ryby, tata uczył mnie DOSa i Amigi, tata uczył mnie grać na komputerze, połykać książki, pisać, cenić dobrą muzykę. Mój okres buntu polegał na tym, że kochałam Bowiego i The Who bardziej niż Queen, a polewałam to sosem z Europe i New Kids on the Block. Tata przecierpiał i przyniósł do domu Creedance i Rolling Stones. Słuchaliśmy tego wszystkiego razem. Tata nauczył mnie śpiewać Bohemian Rhapsody i “The sound of silence”, ja przyniosłam mu Pearl Jam i R.E.M. To rodzice nauczyli mnie jak ważne są w życiu wartości i uczciwość, że szczerość i bycie fair są ważniejsze niż profity. To tata zawsze rzucał wszystko, bo ktoś potrzebuje pomocy choć czasem za to dostawał po tyłku. Tata nauczył mnie, że czasem boli, ale wszystko jest lekcją i czegoś się można nauczyć – o sobie, o innych. To rodzice zawsze znaleźli czas żeby porozmawiać i to rodzice wpoili mi zdroworozsądkowe wartości. I to tata nauczył mnie czym jest dobra muzyka. Z perspektywy czasu widzę to jeszcze lepiej i bardziej to doceniam.

Dziś Dzień Ojca. Zadzwońcie, powiedzcie “dziękuję”. Póki jeszcze macie taką możliwość. Zanim będzie za późno. A jeśli jesteście rodzicami, to bądźcie takimi, by za 30 lat Wasze dzieci mogły godzinami opowiadać o tym jakim zajefajnym rodzicem byliście i jak wiele Wam zawdzięczają.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com